Każdy pewnie zna „siedzenie po turecku” czy „kawę po turecku”. Tymczasem symbolem Turcji zdecydowanie powinna być herbata, to ją przyrządza się tam w jedyny w swoim rodzaju sposób. I podaje się równie unikalnie – w charakterystycznych, małych szklaneczkach w kształcie tulipana.

Tour de Europe 2013 (poprzedni wpis: Tureckie drogi i kierowcy). Nie wiedzieć czemu, każdy z Turcją kojarzy przede wszystkim kawę, która od mniej więcej dwóch wieków jest skutecznie wypierana przez herbatę. Do tego stopnia, że coraz częściej w Turcji, zamawiając kawę, dostaniemy… Nescafe, kawę rozpuszczalną, zalaną wrzątkiem. Dla młodszych Turków Nescafe staje się synonimem kawy, przynajmniej w zachodniej, tej bardziej turystycznej części kraju.

Boom na herbatę w Turcji rozpoczął się w zasadzie już w XX wieku, po przegranej przez ten kraj I wojnie światowej, kiedy to utracił on swoje wschodnie rubieże, a co za tym idzie, dostęp do taniej kawy. Trzeba było ją importować, co znacznie podniosło ceny. Przywódcy ówczesnej Turcji rozpoczęli więc popularyzację herbaty, dużo tańszej dla przeciętnego Turka, bo dostępnej z krajowych plantacji. Jak popularyzacja się udała, widać dziś dosłownie wszędzie.
Herbata (zwana tutaj „çay”) jest dziś najbardziej widocznym na ulicach napojem w Turcji. Pije się ją wszędzie i przy każdej okazji, nawet w największe upały. Pije się ją w domach, restauracjach, jesteśmy nią częstowani w sklepach i na bazarach podczas robienia zakupów. Herbata stała się częścią kultury spędzania czasu w Turcji i coraz bardziej to właśnie z herbatą Turcja jest kojarzona.



Jak bardzo Turcji herbatę polubili, niech świadczy fakt, że już 10 lat temu przegonili w ilości zużywanej herbaty na jednego mieszkańca słynnych „five’o’clocków”, czyli Brytyjczyków, którzy są wprost symbolem picia herbaty. Turcy zużywają dziś dużo więcej herbaty na osobę (przeciętnie 2,75 kg) niż mieszkańcy Wielkiej Brytanii (1,9 kg). Turcja jest dziś w czołówce konsumentów herbaty na świecie, wg danych z 2009 r. była na czwartym miejscu w tej klasyfikacji. Dla porównania, przeciętny Polak zużywa rocznie aż 0,9 kg herbaty, a wydawałoby się, że jako naród herbatę lubimy. Turek lubi ją statystycznie trzy razy bardziej.

Jest też Turcja ogromnym (piątym co wielkości na świecie) producentem herbaty, której plantacje znajdują się w tym kraju głównie w rejonie wybrzeża Morza Czarnego, w północno-wschodnim rejonie kraju. A akcesoria do przyrządzania herbaty na sposób turecki są z pewnością jedną z najpopularniejszych pamiątek, wywożonych przez turystów z Turcji. Latwo to wywnioskować po ilości sklepikarzy je oferujących w najpopularniejszych turystycznych bazarach i sklepach.
Jak już zaczęliśmy o sposobie przyrządzania tureckiej herbaty – jest on zdecydowanie odmienny od naszej kultury, w której rządzi herbata ekspresowa w torebkach, albo esencja (wywar), sporządzany raz na dzień lub kilka dni i zalewany wrzątkiem. Turek taką esencję natychmiast wylałby do… zlewu. W Turcji herbata „starsza” niż 1 – 1,5 godziny nadaje się do wylania, parzy się świeżą.

Do przygotowania tureckiej herbaty potrzebne są przede wszystkim specyficzne „instrumenty”, przede wszystkim charakterystyczny „demli”, naczynie składające się z dwóch czajników, stojących jeden na drugim. Demli jest kluczem do uzyskania tureckiego smaku herbaty. Sposób jest następujący:
- do dolnego czajnika wlewamy wodę, mniej więcej do 3/4 pojemności, do górnego odpowiednią ilość herbaty (około jednej łyżeczki na osobę), wg niektórych przepisów powinniśmy tę herbatę leciutko zalać wodą, by była ona wilgotna,
- dzbanki jeden na drugim stawiamy na ogniu, do czasu zagotowania się wody w dolnym czajniku,
- po zagotowaniu się wody, zalewamy nią herbatę znajdującą się w górnym czajniku, a dolny czajnik uzupełniamy świeżą wodą, znów stawiając czajniki jeden na drugim na ogniu, do ponownego zagotowania się wody w dolnym czajniku,
- w tym czasie w górnym czajniku tworzy się silny napar, będący potem podstawą naszej herbaty





Herbatę „po turecku” obowiązkowo pije się w charakterystycznych szklaneczkach o kształcie tulipana (przy okazji: tulipan, kojarzony przez wszystkich z Holandią – też pochodzi z Turcji :P). Do szklanki wlewamy najpierw wywar z górnego czajnika (zazwyczaj 1/4 do 1/3 pojemności), uzupełniając ją wodą z czajnika dolnego. Turcy bardzo mocno herbatę słodzą (do maleńkiej szklaneczki standardowo podaje się dwie kostki cukru, ale bywa że słodzi się jeszcze więcej), ale to już jest kwestią indywidualnego gustu.
Tak jak pokochaliśmy „jamon iberico” w Hiszpanii, czyli szynkę z czarnych świń, karmionych żołędziami, tak po wakacyjnej wyprawie do Turcji, w naszym domu pozostała turecka herbata. Czajnik „demli” i kilka kompletów szklaneczek z ich podstawkami i łyżeczkami przyjechały do Polski razem z nami. Służą nam do tej pory prawie codziennie. Oczywiście przyjechała też z Turcji tamtejsza herbata, bez niej rytuał straciłby sens. A że już niedługo (raptem za niecały miesiąc) do Turcji znów wrócimy, to i zapasy herbaty zostaną w domu uzupełnione 🙂

Ten wpis definitywnie kończy opis tureckiego etapu naszych wakacji AD’2013. W kolejnym wrócimy do relacji z drogi powrotnej do Polski. Następnym punktem, który odwiedziliśmy, była maleńka miejscowość Rożen w płd.-zach. Bułgarii.




