Triest, jedyne włoskie miasto po wschodniej stronie Adriatyku, po raz drugi wypadł nam na wakacyjnej trasie. Tym razem w drodze „dojazdowej” (a nie w powrotnej), ale także spędziliśmy tu niewiele czasu, odwiedzając znane już z poprzedniej wizyty miejsca.

Trasa naszego przejazdu i zwiedzania Triestu w zasadzie stuprocentowo pokryła się z ubiegłoroczną. Różniliśmy się jednak „składem” wycieczki – poprzednio byliśmy tu bez dzieci – część z nas oglądała więc Triest po raz pierwszy.
Zanim jednak wjechaliśmy do Triestu, pożegnaliśmy austriackie Ossiach i Villach, udając się najkrótszą możliwą drogą w kierunku granicy z Włochami. Mieliśmy więc okazję przejechać przez włoskie Alpy i włoskimi, bardzo dobrymi autostradami dojechać na adriatyckie wybrzeże.


„Tradycyjnie” przywitaliśmy się z Adriatykiem w tym samym miejscu co rok wcześniej, odwiedziliśmy też tę samą plażę miejską. Krótkie zakupy owoców (głównie naszych ulubionych fig – wszak to pierwsze miejsce w naszej podróży, gdzie są one dostępne) i wjeżdżamy do centrum miasta. Parkujemy przy placu Piazza Unita d’Italia i udajemy się na krótki spacer po nim i po centrum Triestu, tym razem trochę poszerzając trasę o miejski deptak – odnogę Piazza Unita d’Italia.


Jako że zawitaliśmy tym razem do Triestu w niedzielę, zastaliśmy leniwie uśpione miasto, z pozamykanymi wszystkimi sklepami, co trochę zepsuło nasze plany uzupełnienia kolekcji miniaturowych buteleczek, które upatrzyliśmy sobie rok wcześniej. W zasadzie więc trochę przewietrzyliśmy się, zjedliśmy świeże figi i odświeżyliśmy wspomnienia z Triestu. Ruszyliśmy więc w dalszą trasę, nawet nie przewidując, jak mocno jej przebieg skomplikuje nam życie na resztę wakacyjnego wyjazdu…
Pełna galeria zdjęć z drugiej wizyty w Trieście – na naszym facebookowym profilu.




