Kayaköy. Statystyki są bardzo rozbieżne: 700, 1000, 2000 domów, 2 tys., 3 tys. 20 tys. mieszkańców. Te bardziej zbieżne: 2 kościoły, 14 kaplic. Wszystkie są już nieistotne, bo są nieaktualne. Od 1923 r. są takie same: zero. 90 lat temu mieszkańcy zabrali tyle, ile unieśli i poszli do Fethiye, skąd statki zabrały ich do Grecji…
Tour de Europe 2013, dzień 15 (poprzedni wpis: Fethiye i Ölüdeniz). Kayaköy było żelaznym punktem dwudniowej wycieczki z naszej „bazy wypadowej” w Boğaziçi. Nie udało nam się do niego dojechać z Fethiye samochodem i dolmuszem (historia opisana tutaj), próbujemy więc z Ölüdeniz, po dwugodzinnym „plażingu” na Błękitnej Lagunie.
Z centrum Ölüdeniz wiedzie do Kayaköy całkiem niezła, w większości asfaltowa (w większości, bo miewa fragmenty z mocno naniesionym błotem i wodą) droga o długości 5 km. Jest nieco kręta i nieco pod górę, ale nie na tyle, żeby nasz wypoczęty dwugodzinnym postojem samochód zdążył się przegrzać. Bez żadnych więc dodatkowych przygód docieramy do Kayaköy.
Trochę historii. Turcja była wśród państw przegranych po I wojnie światowej. Na podstawie zawartych po niej traktatów pokojowych miała oddać dużą część swojego terytorium państwom wygranym, m.in. Grecji. Ale w międzyczasie w Turcji wybuchła rewolucja Ataturka, który zniósł sułtanat i proklamował republikę, nie mając zamiaru realizować postanowień traktatów. Grecja wkroczyła więc zbrojnie do Turcji, chcąc wymusić oddanie należnego jej terytorium. Ale atak zakończył się klęską, a wojna grecko-turecka stała się powodem konfliktu całych społeczeństw, które zapałały do siebie żywą nienawiścią. Na tyle żywą, że społeczności tureckie i greckie (na terenie Turcji żyła ogromna populacja Greków) nie potrafiły już ze sobą wzajemnie egzystować, wybuchały zamieszki i samosądy.




Zdecydowano więc przeprowadzić operację do tego czasu bezprecedensową – przesiedlić tureckich Greków do Grecji, a greckich Turków do Turcji. W praktyce nie kierowano się narodowością ani językiem, a religią. I tak z Turcji wyrzucono społeczność prawosławną, a z Grecji – muzułmanów. W sumie z terenów Turcji wyjechało w ramach wymiany aż 1,5 mln ludzi, w drugą stronę 800 tys. Całe w zasadzie wybrzeże Morza Egejskiego zostało „doświadczone” tą operacją, jej ślady w historii opisywaliśmy już m.in. przy okazji wizyt w Ayvaliku czy Izmirze.
Kayaköy jest do dziś najbardziej działającym na wyobraźnię przykładem działania przesiedleń. To miasteczko nie miało za sobą zbyt długiej historii, choć powstało na miejscu istniejącego tu kiedyś starożytnego Karmylassos. Kayaköy założone zostało na początku XVIII w., ale rozwinęło się dopiero w połowie XIX w., kiedy to napłynęła tu z po trzęsieniach ziemi ludność z Fethiye. Na wzgórzach usadowili się Grecy, nazywający swoje miasto Levissi, parający się głównie rzemiosłem, natomiast poniżej nich usadowiła się turecka część miasta, zajmująca się rolnictwem.
Kayaköy było miasteczkiem jak każde inne. Były kościoły, kaplice, szkoły, młyny, zajazd. Dwie społeczności, które koegzystowały bez większych problemów. Zyli sobie w zgodzie aż do wspomnianej wojny z Grecją, po zakończeniu której nakazano im ewakuację. Historia miasta zakończyła się w ciągu jednego dnia. Grekom pozwolono zabrać tyle, ile potrafili unieść i nakazano marsz do Megri (dziś Fethiye), gdzie czekały na nich statki. Te zawiozły ich do Grecji, pod Ateny, gdzie założyli własną wieś Nowe Levissi. Na ich miejsce sprowadzono greckich Turków spod Salonik, którzy jednak będąc rolnikami, nie potrafili się zaadoptować do życia z rzemiosła i stopniowo uciekli w inne części Turcji. Reszty dopełnili okoliczni mieszkańcy, zabierając z opuszczonych greckich domów co się tylko dało. Zakończyło wszystko trzęsienie ziemi, które ostatecznie zrujnowało murowane domy w 1957 r. Dziś pozostały z nich same mury, nie ma żadnych części metalowych czy drewnianych, puste oczodoły pustych domów…





Wedle najczęściej powtarzanych statystyk miasto opuściło 2000 mieszkańców, porzucając prawie tysiąc domostw, rozrzuconych po wzgórzach. Jeden z dwóch kościołów do 1960 r. był użytkowany jako meczet. Kilkukrotnie władze tureckie podejmowały próby rewitalizacji Kayaköy i zrobienia z niego wsi turystycznej, z hotelami i restauracjami. Do dziś nic z tych planów nie wyszło. Wymarłe miasteczko jest dziś celem jednodniowych wycieczek turystów z Fethiye czy Ölüdeniz. W trakcie naszej wizyty natknęliśmy się może na dziesięć innych osób, zwiedzających ruiny. Wstęp na teren dawnego Kayaköy jest dziś płatny (5 TL za dorosłych, dzieci gratis), a dokładne zwiedzanie potrafi zając parę godzin. Warto zabrać ze sobą zapasy wody – w opuszczonym mieście nie ma wszak sklepów… Sklep jest za to tuż przed wejściem, przy kasie biletowej.
Resztę dopowiedzcie sobie, oglądając zdjęcia. Mówią one dużo – to nie jest wesołe i przyjemne miejsce. Choć niewątpliwie świadczy o historii i jako takie warte jest zobaczenia.


Pełna galeria zdjęć z opuszczonego miasta Kayaköy znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym facebookowym profilu.




