Najlepiej do dziś zachowany z zamków Zakonu Krzyżackiego, największy na lewym brzegu Wisły. Ponad 700 lat burzliwej historii, zmiennych losów od siedziby komturów krzyżackich do ciężkiego więzienia pruskiego. Zamek krzyżacki w Gniewie odwiedziliśmy w drodze powrotnej z weekendu majowego w Szwajcarii Kaszubskiej.
Ziemie gniewskie przekazane zostały Zakonowi Krzyżackiemu w 1276 roku. Około roku 1290 zakon rozpoczął tu budowę warowni obronnej, która po 40 latach budowy stała się siedzibą miejscowego komtura. W 1410 roku, po bitwie pod Grunwaldem, na kilka miesięcy zamek zajęły po raz pierwszy wojska polskie. Na mocy pokoju toruńskiego wrócił on jednak do Krzyżaków. Ale już 50 lat później, po wojnie trzynastoletniej z Krzyżakami, Gniew został na stałe przyłączony do Polski.


Utraciliśmy go ponownie w XVII wieku, kiedy to kilkukrotnie zdobywany był przez Szwedów. W 1772 roku, po I rozbiorze Polski, zamek zajęli Prusacy, przekształcając go początkowo w koszary, a później w magazyn zbożowy. W drugiej połowie XIX wieku Prusacy urządzili w zamku ciężkie więzienie dla recydywistów.
Po I wojnie światowej Gniew został ponownie przyłączony do Polski. Niestety w 1921 roku w niejasnych okolicznościach zamek został prawie doszczętnie strawiony przez pożar i w stanie ruiny dotrwał do 1967 r., kiedy to rozpoczęto jego odbudowę. Zamek został udostępniony turystom w połowie lat 90-tych XX wieku.

Zamek w Gniewie w swojej historii gościł w swoich progach wielu znamienitych gości, m.in. królów Zygmunta III Wazę i Jana Sobieskiego. W latach dwudziestych XIX wieku, by ratować zamek przez podmywającą go Wisłą, zmieniono bieg rzeki. Uratowało to zamek, ale spowodowało upadek znaczenia miasta, gdyż przy okazji zlikwidowano ważny gniewski port rzeczny.

Dziś zamek można zwiedzać, organizowane są wycieczki z przewodnikiem po komnatach zamkowych, w trakcie których można poznać najważniejsze fakty z historii warowni oraz zobaczyć odrestaurowane wnętrza i historyczne eksponaty.
Pełna galeria zdjęć z zamku krzyżackiego w Gniewie znajduje się na naszym profilu na Facebooku i na specjalnej podstronie bloga.




