„Kofi, dżus, rakija?”. Takim pytaniem witał nas pewien czarnogórski gospodarz w pewnym pięknym miasteczku nad Boką Kotorską. Pytał nas o to konsekwentnie za każdym razem, gdy wychodziliśmy z pokoju, nawet tuż po przebudzeniu o 7-mej rano. A przecież my za chwilę wyjeżdżaliśmy w dalszą drogę…
Wyjazdy turystyczne, szczególnie te wakacyjne, nieodłącznie kojarzą się z relaksem, luzem, wolnością i swobodą. Z czasem odpoczynku po całym roku tyrania w pracy czy w szkole. To jest ten czas, który mamy w całości dla siebie i najbliższych, przeznaczany na własne przyjemności. Już sam zbliżający się termin wyjazdu sprawia, że rośnie w nas radość na myśl o tym, że na jakiś czas wyrwiemy się z rygoru codziennych obowiązków – i tych służbowych, i domowych. Relaks na plaży, zapomnienie o gotowaniu, odkurzaniu, prasowaniu i milionie innych codziennych spraw. Pyszne jedzenie w restauracji, zimne piwko czy przysłowiowe „drinki z parasolką” na plaży.
Nasze tamBylskie podróże to w ogromnej większości wyjazdy samochodowe. W dodatku wyjazdy objazdowe, w trakcie których przenosimy się z miejsca na miejsce, nierzadko codziennie. Przez lata nasze podróże ewoluowały z noclegów w klasycznych hotelach na rzecz małych pensjonatów lub wręcz prywatnych kwater i pokoi. Co sprawiło, że niemal wyłącznie mamy kontakt z właścicielami prywatnych domów i ich rodzinami, dziećmi – do psów i kotów włącznie 🙂 Nie ma już profesjonalnej, przewidywalnej, ułożonej procedurami ale i bezosobowej obsługi hotelowej, a są zwykli ludzie, z ich zwyczajami, przyzwyczajeniami i standardami. Z taką zwykłą ludzką serdecznością, czasem podszytą stereotypami o nas – Polakach. A czasem zwykłym życiowym doświadczeniem w kontaktach z naszymi rodakami 🙂
Zapamiętaliśmy np. wizytę w sklepiku w jednym z wpisanych na listę UNESCO klasztorów w Kosowie, gdy obsługująca nas siostra zakonna spytała o narodowość. Gdy usłyszała „Polska” , my z kolei usłyszeliśmy „Ooooo, to obowiązkowo klasztorna rakija – wy Polacy tylko to kupujecie u nas”. Złamaliśmy schemat i wyjechaliśmy z… winem 🙂


W długiej podróży ciągłe skupienie jest kluczowe
Sezon wakacyjny za pasem, a wraz z nim tysiące Polaków wsiądą w samochody i rozpoczną wakacyjne podróże. I te krótsze, i te dłuższe. Chorwacja, Czarnogóra, Grecja, Bułgaria – zapewne będą jednymi z najpopularniejszych destynacji wakacyjnych – ze względu na klimat, ceny czy po prostu bezpieczeństwo w dzisiejszych zwariowanych czasach. Zresztą nieważne, jaki cel wakacyjnej podróży obierzecie – może tak jak u nas nie będzie jednego konkretnego celu, a będzie nim po prostu objazd po atrakcyjnych turystycznie miejscach gdzieś daleko.

Ważna jest odpowiedzialność – to nie jest codzienna droga do centrum handlowego czy do pracy. W wakacje często pokonujemy dziennie trasy liczone w setkach kilometrów – nasze zachowanie w trakcie takiej podróży naprawdę warto mocno przemyśleć pod każdym kątem. Przede wszystkim – pod kątem ilości odpoczynku i… możliwości spożywania alkoholu. A w podróży – zapewniamy Was z własnego doświadczenia – pokus nie brakuje.
Uwielbiamy wprost testować lokalną kuchnię podczas naszych podróży. Hiszpańska paella, tapas czy gazpacho, grecki gyros, turecki kebab czy bałkański burek i pljeskavica – zawsze staramy się spróbować dań jak najbardziej lokalnych. Jesteśmy też – o czym piszemy niewiele – prywatnie wielbicielami dobrego wina. W naszych podróżach ma ono też swoje miejsce – bo jak nie spróbować Tokaju w węgierskim Egerze czy lokalnych win w Hiszpanii, Francji czy Włoszech – mniej więcej tak samo, jak nie zakosztować wina w bułgarskim Mełniku.
Mocniejsze alkohole – te lokalne – też mają swoje miejsce w naszych podróżach. Zresztą tak samo jak i piwa – ale te już bardziej w formie czystego testu – kto nie chciałby choć raz spróbować wina serbskiego, albańskiego, macedońskiego, greckiego czy lokalnego piwa na włoskiej Sardynii. Ale gdy alkohol pojawia się w formie naszych własnych zakupów, szczególnie w czasie podróży objazdowej, sprawa jest oczywista – dbamy o to, by degustacja nie zaszkodziła nam i naszym dalszym planom. Nieważne są przepisy drogowe danego kraju – podstawa jest taka, że to my mamy być trzeźwi, wyspani i gotowi na podróż następnego dnia. Kolejne kilkaset kilometrów samo się nie przejedzie.
Bo choć wakacyjny luz kusi, to jednak nie warto ryzykować. Ryzykować życia i zdrowia swojego i własnych najbliższych w najgorszym wypadku. Ale nie każdy zdaje sobie sprawę, że jazda po wpływem alkoholu stawia pod znakiem zapytania rzeczy, o których na co dzień nie myślimy. Wypadek z naszej winy, spowodowany pod wpływem alkoholu – nawet jak nikomu nic się nie stanie – to często bardzo ciężkie kary finansowe, a zabrane prawo jazdy oznacza często klęskę w życiu zawodowym (ilu z nas samochód niezbędny jest do pracy lub choćby do dojazdu do niej). Warto to wszystko ryzykować na wakacjach? Nie – nie warto. A rzeczy, które zdecydowanie ujemnie wpłyną na nasze przyszłe życie, jeśli będziemy prowadzić samochód po alkoholu, jest zdecydowanie więcej – będzie o nich poniżej.


Jak działa alkohol na kierowcę
Zasada podstawowa – nie patrzcie się się limity alkoholu we krwi, obowiązujące w danym kraju. Mogą być związane lokalnie historycznie i kulturowo, ale to nie zmienia faktu, że alkohol działa od najmniejszej dawki na organizm kierowcy. Działanie alkoholu zależy od bardzo wielu czynników i nie da się go jasno i prsto określić jednym wzorem. Zależy od trybu życia, klimatu, pory dnia, naszej płci i wagi czy choćby tego, czy podczas spożywania alkoholu cokolwiek (i co) jemy. A gdy jesteśmy w długiej podróży – z pewnością też od kondycji naszego organizmu (poziomu zmęczenia) i czasu snu.

Co do zasady, alkohol zawsze i wszędzie, nawet w najmniejszych dawkach, działa na kierowcę negatywnie. Nawet w idealnych warunkach, nie powiązanych ze zmianą klimatu, zmęczeniem i ilością snu, działa naprawdę desktrukcyjnie:
- nawet małe – wręcz śladowe – spożycie alkoholu (pojmowane w warunkach idealnych, nie powiązanych ze zmęczeniem i brakiem snu) powoduje rozproszenie uwagi kierowcy;
- stężenie alkoholu na poziomie 0,3 promila (w Polsce jest to już wykroczenie) powoduje już gorsze rozpoznawanie oddalonych kształtów i szybkich zmian naświetlenia;
- alkohol na poziomie 0,4 promila powoduje już opóźnione reakcje motoryczne i zdecydowanie gorszą sprawność kierowcy w pogorszonych warunkach atmosferycznych (zmrok, noc, deszcz itp.)
- przy stężeniu alkoholu na poziomie 0,5 promila nie jesteśmy już w stanie zazwyczaj prawidłowo ocenić odległości pojazdu od innych uczestników ruchu lub przeszkód, zaczyna działać „napoleońska fantazja” – nie potrafimy realnie ocenić sytuacji na drodze – tu zwracamy uwagę – ten przedział mieści się w dopuszczalnym limicie w wielu popularnych wśród Polaków destynacjach wakacyjnych;
- powyżej 0,6 promila występuje zdecydowana nadinterpretacja postrzegania własnych możliwości prowadzenia samochodu – zaczynamy czuć się „panami szos”. A jednocześnie dramatycznie spada czas reakcji na wydarzenia na drodze;
- powyżej 1 promila występują już zaburzenia koordynacji mięśni i mowy – stajemy się zdecydowanie niezwykle niebezpieczni na drodze. Nasz organizm w żadnym elemencie nie funkcjonuje prawidłowo – nie potrafimy ocenić sytuacji na drodze ani potencjalnego niebezpieczeństwa. Nasze reakcje na wszystkie bodźce są bardzo opóźnione;
- powyżej 2 promili występuje dodatkowo wzmożona senność – na tym poziomie stężenia alkoholu we krwi jesteśmy po prostu zabójcami na drodze. Zabójcami siebie, własnych bliskich, jak i wszystkich znajdujących się na naszej drodze;
Nadal nie działa na wyobraźnię? Bo przecież wakacje, bo przecież urlop, bo przecież czas na luz? No to włączcie wyobraźnię tak jak my. Jesteśmy rodziną, mamy trójkę dzieci – czy chcielibyście, by przez Waszą miejscowość mknęły samochody takich wakacyjnych turystów – pełny luz, pełna wolność, pełna fantazja? Podczas gdy nasze dzieci idą na spacer? Jak reagujecie na co dzień, gdy Wasze dzieci spotykają się na przejściu dla pieszych z kierowcami? No to teraz pomyślcie o rodzicach w takiej Chorwacji, Czarnogórze czy Grecji – gdzie dziesiątki tysięcy samochodów, także tych na polskich rejestracjach, mkną przez ich miejscowości na krótkie wakacje. Wakacje krótkie, a skutki Waszej wakacyjnej lekkomyślności mogą być dłuższe, niż każdemu z nas się wydaje. Dla nich tragiczne, dla Was – długoletnie. Te wakacje mogą stać się dla Was dożywotnim koszmarem, jeśli pojedziecie na nie z wyłączonym „bezpiecznikiem” własnego rozumu.

Jak długo działa alkohol w organiźmie człowieka?
Rożne znamy badania, ale zazwyczaj podawane dane mówią, że średnie tempo neutralizacji alkoholu przez organizm dorosłego człowieka to ok.0,15 – 0,18 promila na godzinę.
Ile promili w jakim alkoholu
- 1 piwo, wypite przez mężczyznę, ważącego 80 kg zaraz po wypiciu da wynik 0,35 promila, po godzinie – 0,2. Do całkowitej trzeźwości będzie potrzeba 3 godziny od jego wypicia;
- 2 „pięćdziesiątki” wódki u tego samego mężczyzny dadzą ponad 0,5 promila, po godzinie – 0,4. Stężenie alkoholu spadnie do zera dopiero po 4 godzinach;
- butelka wina (0,75 l) dla tego mężczyzny to 1,25 promila i 9 godzin, potrzebnych do całkowitego wytrzeźwienia;
- butelka (0,5 l) wódki, rakiji czy innego mocnego alkoholu to aż prawie 2,8 promila i niemal 20 godzin, zanim organizm go zneutralizuje do zera;
W sieci znajdziecie dużo serwisów, przedstawiających się jako „wirtualne alkomaty”, które po podaniu kilku danych „powiedzą”, jakie masz stężenie alkoholu we krwi i kiedy wytrzeźwiejesz. Ale pamiętajcie – te serwisy działają na podstawie ogólnych „wzorów”, które nijak mają się do rzeczywistych warunków – temperatury, spożywania posiłków czy np. wspomagających działanie alkoholu napojów energetycznych. Dane, uzyskane z takiego „zdalnego badania” w żaden sposób nie są pewne i ostateczne. Jedynym sposobem na sprawdzenie zawartości alkoholu we krwi jest posłużenie się alkomatem dobrej jakości.

Własny alkomat – lekarstwo na wszystkie pokusy
Niestety nie ma jednego wzoru na to, po jakim czasie po wypiciu alkoholu będziemy trzeźwi i „zdatni” do jazdy samochodem. Oprócz czynnika oczywistego, czyli ilości wypitego alkoholu, czas jego neutralizacji przez nasz organizm zależy od wielu innych czynników: czy jedliśmy coś przed lub w trakcie „imprezy”, od naszej płci i wagi. Oraz oczywiście od czasu, jaki upłynął. Nie warto „trzeźwieć na oko” – to że rano czujemy się dobrze po wieczornej imprezie, wcale nie oznacza, że nasz organizm już funkcjonuje w pełni prawidłowo i normalnie.
Żadne urządzenie nie zastąpi własnego zdrowego myślenia, ale akurat to może znacznie to myślenie wspomóc. Każdy kierowca powinien alkomat – bo o nim mowa – posiadać w domu. Jeśli chcemy być pewni, że nadajemy się do jazdy samochodem, że nie jesteśmy niebezpieczni i dla siebie, i dla najbliższych z którymi podróżujemy, i dla ludzi, których na drodze spotkamy, warto zrobić sobie szybki test na zawartość alkoholu we krwi – a w podróży nic lepszego nie da się wymyślić, niż badanie własnym alkomatem.
Współcześnie oferowane w sklepach alkomaty nie są już urządzeniami dla elit – i ceny i możliwości są dostępne i przydatne dla każdego. Dawno już zdecydowaliśmy się na zakup takiego urządzenia, ale całkiem niedawno staliśmy się posiadaczami alkomatu FITalco Neon – naprawdę wysokiej jakości urządzenia, wprost stworzonego dla nas, dużo jeżdżących i podróżujących samochodem.
Neon jest bardzo dokładnym alkomatem, mierzącym stężenie alkoholu w wydychanym powietrzu z dokładnością do 0,005 promila, w zakresie do 3 promili. Ma własną pamięć, potrafi zapamiętać 10 ostatnich pomiarów wraz z ich datą i godziną. Dołączona bateria wystarcza wg producenta na 500 pomiarów (urządzenie samo energię oszczędza, wyłączając się automatycznie gdy jest nieużywane) – ale jeszcze nie zdążyliśmy sprawdzić naszych oddechów aż tak dużą ilość razy 🙂
Alkomat FITalco Neon idealnie wpasował się w nasze potrzeby – dlatego też został przez nas wybrany. Oprócz wydajności pracy na baterii, posiada w komplecie zasilacz samochodowy, podpinany do standardowego gniazda ładowarki w samochodzie – nawet gdyby w podróży zdarzył się nam „pad” baterii, nie ma problemu z pracą na zasilaniu samochodowym. Bardzo przydatnym dodatkiem jest też dołączone fabrycznie etui na alkomat oraz spore opakowanie ustników. I jeden z ważniejszych elementów wyboru tego, a nie innego alkomatu – FITalco Neon posiada aż 36 miesięcy gwarancji, jest skalibrowany i gotowy do pracy, a kolejne kalibracje w razie nieprawidłowej pracy urządzenia w całym okresie gwarancji są przeprowadzane gratis!
O czym trzeba pamiętać, pracując z alkomatem? Jest kilka banalnych zasad, o których warto pamiętać:
- alkomat jest urządzeniem elektronicznym, i to bardzo czułym, dlatego nie przechowujemy go w ekstremalnie niskich lub wysokich temperaturach. Czyli w czasie podróży nie zostawiamy go w rozgrzanym samochodzie na wierzchu (na siedzeniu, za szybą itp.);
- chronimy alkomat przez zawilgoceniem i dostępem wody i innych cieczy;
- żeby pomiar alkomatem był prawidłowy, nie wykonujemy go wcześniej niż 20 minut po spożyciu alkoholu (po pierwsze ze względu na tempo wchłaniania alkoholu w naszym organizmie, po drugie – zaraz po spożyciu alkoholu mamy go sporo osadzonego w ustach);
- alkomat może też pokazać błędny pomiar np. gdy użyjemy go zaraz po wypłukaniu ust płynem do płukania, zawierającym alkohol. W organizmie alkoholu nie będzie, ale czujnik zareaguje na alkohol znajdujący się w naszych ustach;
- alkomat jest wrażliwy także na dym, który może spowodować błędy w jego działaniu. Nie używamy alkomatu w zadymionych pomieszczeniach, ani zaraz po wypaleniu papierosa;

Trzymając się tych kilku prostych i raczej oczywistych zasad, sprawimy że alkomat stanie się bardzo przydatnym towarzyszem w podróży. Bo nawet jeśli sami nie planujemy degustacji piwa, wina czy lokalnego mocniejszego alkoholu w podróży, to możemy „paść ofiarą” gościnności naszych gospodarzy 🙂 Szczególne wspomnienia z tą gościnnością mamy z całych Bałkanów oraz z Gruzji. W pierwszym zdaniu tego artykułu podaliśmy przykład gospodarza z Perastu nad piękną czarnogórską Boką Kotorską, który ustawicznie zadawał nam jedno pytanie: „Kawa, sok, rakija?”.
Gospodarze w macedońskiej Bitoli z kolei podeszli „do tematu” inaczej, na powitanie stawiając nam w pokoju na stole butelkę świetnej, domowej rakiji. Była naprawdę świetna (i silnie zmrożona, co przy 40-stopniowych upałach znacznie podnosi jej walory), ale do małej degustacji. Resztę butelki taktownie zostawiliśmy w pokoju, wyjeżdżając.
Z kolei do bułgarskiego Mełnika sami pojechaliśmy z mocnym postanowieniem wypróbowania miejscowego, słynnego czerwonego wina. Z rozmysłem zatrzymaliśmy się u gospodarza z własną winną piwniczką i z rozmysłem poprosiliśmy o możliwość degustacji jego wina.
Jak w tytule – alkohol jest dla ludzi i nie odmawiamy Wam (ani sobie) przyjemności jego degustowania. Ale jeśli jesteście w podróży, warto pamiętać, że alkohol nie jest neutralny dla organizmu oraz nie wyparowuje natychmiast. Nasz organizm potrzebuje czasu na jego „przepracowanie”, a jeśli chcemy mieć pewność, że możemy już jechać w dalszą drogę – warto zaopatrzyć się w alkomat, który jest jedynym miarodajnym wskaźnikiem naszej trzeźwości.
Limity alkoholu w Europie
Dopuszczalne stężenie alkoholu we krwi różni się (i to bardzo) w poszczególnych krajach Europy. Są kraje bardzo restrykcyjne, nie dopuszczające absolutnie ani śladu alkoholu, ale są i takie w których wypicie dwóch dużych piw przed jazdą samochodem mieści się w granicach przepisów (te dwa piwa potraktujcie umownie, powyżej już pisaliśmy że stężenie alkoholu zależy od wielu czynników).
W Polsce dozwolone stężenie to 0,2 promila – a to oznacza, że nawet po małym piwku jazda samochodem już podpada pod kodeksy. Po przekroczeniu 0,2 promila popełniamy wykroczenie – grozi nam za to areszt do 30 dni, grzywna do 5.000 zł oraz utrata prawa jazdy nawet do 3 lat. Ale uwaga – po przekroczeniu 0,5 promila we krwi kwalifikacja znacznie się zmienia – to już jest przestępstwo zagrożone nawet pozbawieniem wolności do 3 lat, grzywną minimum 5.000 zł i utratą prawa jazdy na minimum 3 lata. Dodatkowo – jeśli spowodujecie pod wpływem alkoholu wypadek zakończony śmiercią lub ciężkimi obrażeniami poszkodowanych – pozbawienie wolności na minimum 2 lata – nie ma możliwości uzyskania wyroku w zawieszeniu.
Bez względu na to, co mówią przepisy, zdecydowanie polecamy jazdę „na zero”. Szczególnie podczas wakacyjnych wyjazdów, gdy często pokonujecie duże odległości, jadąc np. do Albanii, Chorwacji czy Grecji – najpopularniejszych chyba celów turystycznych zmotoryzowanych Polaków. Dłuższa jazda samochodem wymaga zdecydowanie maksymalnej koncentracji i formy kierowcy, naprawdę nie warto ryzykować dla jednego piwa. Zwłaszcza, że zazwyczaj wieziecie ze sobą najbliższe osoby – rodzinę, dzieci itp. Wakacyjne szaleństwo rozpocznijcie po przyjeździe do celu, nie w trasie.

Skutki jazdy pod wpływem alkoholu

O karach, grożących za jazdę pod wpływem alkoholu w Polsce już wyżej napisaliśmy. Za samą jazdę ze stężeniem powyżej 0,2 promila grozi już areszt, grzywna i utrata prawa jazdy. Powyżej 0,5 promila – już więzienie, wysoka grzywna i długie zabranie prawa jazdy. I oby tylko na tym się skończyło, bo jeśli coś się stanie z Waszej winy… już dalej nie chcemy myśleć.
Ale warto wspomnieć jeszcze o dwóch aspektach jazdy pod wpływem alkoholu:
- w razie spowodowania stłuczki lub wypadku pod wpływem alkoholu nie działa ubezpieczenie – w każdej polisie ubezpieczeniowej jest odpowiedni zapis na ten temat. Ubezpieczyciel i owszem – pokryje wszystkie wydatki na wyrównanie szkód przez Was spowodowanych, ale potem wystawi tzw. „regres”, czyli zażąda od Was zwrotu wszystkich poniesionych kosztów. A te koszty to niekoniecznie tylko naprawa uszkodzonego samochodu osób, z którymi się zderzyliście. To także wszystkie koszty leczenia, utraty dochodów w związku z wypadkiem czy też nawet długoletniej renty dla ofiar wypadku. Koszty mogą iść nawet w setki tysięcy złotych i ubezpieczyciel na pewno z całą stanowczością wyegzekwuje je od Was;
- jadąc pod wpływem alkoholu, możecie całkiem niechcący stać się… ofiarą stłuczki lub wypadku. Znamy taki przypadek sprzed lat wśród swoich znajomych – gdy prawidłowo stojący na czerwonym świetle w mieście samochód został najechany z tyłu przez nieuważnego kierowcę. Podczas spisywania protokołu obie strony zostały przebadane przez policję alkomatem – i osoba poszkodowana… straciła prawo jazdy na 2 lata – bo była pod wpływem alkoholu. W tym przypadku także nie ma litości – nieważne czy jesteś ofiarą czy sprawcą wypadku – jeśli jesteś pod wpływem alkoholu, podlegasz pod wszystkie przepisy karne tak samo;
Bierzcie też pod uwagę, że kary za jazdę pod wpływem alkoholu zagranicą bywają o wiele wyższe niż w Polsce. Jazda „na podwójnym gazie” nigdy się nie opłaca. Ale przede wszystkim – podróże są po to, by odpocząć, poznać świat. Podróże to czas radości, słońca, plaży, ciepłej morskiej wody. Nie psujcie sobie tego najlepszego w roku czasu wsiadaniem za kółko po alkoholu. Ryzykujecie życie i zdrowie własne, swoich najbliższych i Bogu ducha winnych obcych osób, które będą miały nieszczęście spotkać Was na drodze. Urlopowy luz może być łączony z alkoholem. Ale z alkoholem i samochodem jednocześnie – zdecydowanie NIE.
Artykuł przygotowany we współpracy z marką FITalco, producentem alkomatów wysokiej jakości



