Nie mamy w tym wprawy, podsumowujemy rok po raz pierwszy, ale spróbujemy. Zapraszamy do lektury naszego podsumowania podróżniczej części naszego życia w roku 2014.
Rok 2014 przyniósł nam kolosalne zmiany w turystycznym / podróżniczym życiu. Przede wszystkim przez ogromną intensyfikację wyjazdów – dotychczas nasze wyjazdy, ze względu na pracę zawodową i szkołę dzieciaków, opierały się głównie na okresach wolnych od szkoły – czyli przede wszystkim na wakacjach, czasami też na feriach zimowych. Ale raczej nie wychodziliśmy poza te dwa „sezony” wyjazdowe.
Zmiany co prawda następowały powoli już w 2013 r. – byliśmy m.in. na krótkim weekendowym wyjeździe w północnych Niemczech (październik 2013 r.) – Lubeka, Wismar, Rostock i Stralsund, nie ma ich jeszcze niestety na blogu – ale to była jedynie jaskółka.
Najważniejsze było jednak realizowanie podróżniczych marzeń, i rok 2014 był zdecydowanie wyjątkowy pod tym kątem. Po wakacyjnym wyjeździe do Turcji (Tour de Europe 2013) zamarzyła się nam wschodnia część tego kraju. I to było pierwsze zrealizowane marzenie – już w lutym spędziliśmy 9 dni na objeździe południowo-wschodniej, tej graniczącej z Syrią i Iranem, części Turcji.




Kolejne marzenia to już Europa – Lizbona, Neapol i Ryga. Dwa z nich także są już zrealizowane – we wrześniu byliśmy w Rydze, a w listopadzie spędziliśmy długi weekend w Lizbonie. Do zrealizowania pozostał Neapol, ale tu też już w części jesteśmy „ustawieni” – zdradzimy Wam, że w Neapolu będziemy w maju 2015 r. – bilety już kupione 🙂
Wracamy do zmian w naszym podróżowaniu. Do tej pory poruszaliśmy się najwygodniejszym dla nas transportem – własnym samochodem. To jest jednak wolność, brak konieczności chodzenia na kompromisy, omijania trudniej dostępnych transportem publicznym miejsc, oszczędność czasu, itd. itp. Ma też swoje minusy – „gwarantuje” skuteczne odcięcie od „lokalsów” i nieco spłyca kontakt z otoczeniem – coś za coś.
Pierwszą zmianą w 2014 r. było u nas właśnie pozbycie się własnego samochodu jako środka transportu. Wyjątkiem była jedynie tradycyjna wakacyjna podróż przez Europę – wszystkie inne wyjazdy odbywały się bez użycia naszego pojazdu. Poszliśmy od razu „na całość” i w lutym przejechaliśmy południowo-wschodnią Turcję od Adany do Van, poruszając się prawie wyłącznie transportem publicznym (pomiędzy miastami) i na piechotę z plecakami (wewnątrz nich). Zdecydowanie nam się spodobało – mamy masę wspomnień, nie związanych jak dotychczas wyłącznie z atrakcjami turystycznymi, ale ze zwykłym, często przypadkowo spotkanymi osobami na ulicach, w barach, restauracjach, na dworcach. W nałożeniu z odmienną jednak kulturą na wschodzie Turcji daje to coś, co daje nam kopa w kierunku kolejnych wyjazdów w ten region.





Druga zmiana to wyjście poza kontynentalną Europę, czyli tam, gdzie podróż samochodem jest zdecydowanie zbyt droga, by się na nią decydować. Oczywistym przykładem może być również wymarzona Gruzja, którą objechaliśmy w czerwcu wypożyczonym na miejscu samochodem, który równocześnie robił za miejsce do spania. Ale wypad poza „stały” kontynent to także wyspy – np. Sardynia, na której spędziliśmy tydzień w październiku, także wypożyczając samochód i objeżdżając wyspę dookoła. Wyspiarskie przygody także się nam spodobały – ten sam model (samolot + wypożyczony samochód) przetrenujemy także w 2015 r. – na Malcie i Cyprze 🙂
Ale tym, co najbardziej zintensyfikowało nasze podróżnicze przygody, była decyzja o rozpoczęciu podróżowania na weekendy, samolotem – i zwiedzania poszczególnych, pojedynczych miast, bez łączenia ich w jakieś większe objazdówki. Ot – wyjeżdżamy w piątek, wracamy w niedzielę – pośrodku zwiedzamy gruntownie miasto docelowe. Impulsem była wielka promocja LOTu pod koniec 2013 r. na bilety na praktycznie cały rok 2014 – dzięki temu kupiliśmy bilety do Kijowa, Odessy, Aten, Rygi i Tallinna. Do tego dołożyliśmy jeszcze okazyjne bilety do Rzymu (WizzAir) i niezbyt okazyjne, ale wymarzone bilety do wspomnianej już Lizbony. W sumie więc aż 7 razy wylatywaliśmy weekendowo. Był też ósmy weekendowy wyjazd, kompletnie nie planowany – uruchomienie linii do Wilna przez PolskiBus spowodowało u nas decyzję niemal w chwilę i zakup biletów na najbliższy weekend (początek października).
Podsumowując. Spędziliśmy 19 dni podczas wakacyjnego Tour de Europe 2014 do Grecji, odwiedzając po drodze: Słowację, Węgry, Serbię, Macedonię, Grecję i z powrotem: Kosowo, Albanię, Czarnogórę i Bośnię i Hercegowinę. Trzykrotnie wyjeżdżaliśmy na tygodniowe lub dłuższe inne wyprawy: turecki Kurdystan, Gruzja i Sardynia. Osiem razy spędzaliśmy weekend poza Polską, zwiedzając pojedyncze miasta. Oprócz tego wszystkiego odwiedziliśmy kilka miejsc w Polsce (m.in. paradę parowozów w Wolsztynie).




W 2014 r. w sumie lecieliśmy 25 lotami, kupując na nich łącznie 48 biletów (lataliśmy w różnych konfiguracjach: jedna, dwie lub cztery osoby). Spróbowaliśmy m.in. konstruowania własnych „objazdówek” lotniczych – chlubą jest znalezienie październikowego połączenia na Sardynię: Berlin – Olbia – Mediolan – Warszawa (EasyJet i WizzAir) i kupienia 4 biletów na tej trasie po jakieś 210 zł za każdy. Nie wiemy, ile kilometrów wylataliśmy, ile przejechaliśmy samochodami – to nie jest istotne. Odwiedziliśmy łącznie aż 19 krajów (18 europejskich + Gruzja), z tego 8 po raz pierwszy (Ukraina, Gruzja, Macedonia, Kosowo, Łotwa, Litwa, Estonia, Portugalia). Chronologicznie:
- styczeń: weekendowy wyjazd do Kijowa, w weekend kiedy rozpoczęły się na dobre zamieszki na Majdanie;
- luty: 9 dni spędzonych w tureckim Kurdystanie;
- marzec: weekendowy wyjazd od Odessy, już w lekko niebezpiecznym na wschodzie Ukrainy okresie;
- kwiecień: weekendowy lot do greckich Aten;
- czerwiec: 9 dni spędzonych na objazdówce w Gruzji;
- sierpień: Tour de Europe 2014, czyli wakacyjna podróż przez Słowację, Węgry, Serbię, Macedonię, Grecję, ponownie Macedonię, Kosowo, Albanię, Czarnogórę, Bośnię i Hercegowinę oraz ponownie Węgry i Słowację;
- wrzesień: weekend w łotewskiej Rydze;
- październik: weekend w Wilnie oraz tydzień na Sardynii;
- listopad: długi weekend w Lizbonie (z przystankiem w Barcelonie) oraz weekend w estońskim Tallinie;
- grudzień: weekend w Rzymie (gruntowne zwiedzanie Watykanu);
Na koniec trochę o naszych planach na nadchodzący, rok 2015. Obecny rok zdecydowanie wytyczył nam nowe ścieżki, które zamierzamy kontynuować. O planach wyjazdów na Maltę i Cypr już napisaliśmy. Na obu wyspach spędzimy po tygodniu – bilety już mamy. Wyjazd na Maltę (luty) będzie też czymś nowym – połączeniem kontynentalnej objazdówki (lecimy z Budapesztu, zwiedzimy po drodze m.in. Cesky Krumlov (lista UNESCO), Linz i kolejne marzenie – Salzburg w zimie !) i objazdówki wyspiarskiej (po Malcie).
Oprócz tego co najmniej aż 8 razy wylecimy na lotnicze krótkie wypady – bilety też już mamy, tym razem postawiliśmy na WizzAir i to on będzie naszym „głównym” przewoźnikiem lotniczym w 2015 r. Będzie i wymarzony Neapol, i dwukrotnie wyspy brytyjskie, no i pojawi się Skandynawia (w komplecie: Norwegia, Szwecja, Finlandia i Dania). Będzie też nowość – weekendowe jednodniówki.



Jedyne, czego jeszcze nie wiemy – i to kolejna dla nas nowość, o tej porze roku zawsze już wszystko było zapięte na ostatni guzik – to czy i gdzie odbędzie się nasza „wizytówka”, czyli Tour de Europe 2015. Rozważamy kilka destynacji, a także zmianę modelu wyjazdu, ale to jeszcze musi poczekać…
Jeśli nasze plany się ziszczą, w katalogu nie odwiedzonych krajów w Europie pozostaną nam: Rosja, Białoruś, Islandia (kolejne marzenie), Irlandia Płn., Holandia (aż dziwne, że tu nas jeszcze nie było), Mołdawia i… San Marino. Nie liczymy (może niesłusznie) „egzotyki” – wysepek typu Wyspa Man, Wyspy Owcze itp. itd. Ale zaliczenie wszystkich krajów Europy nie jest naszym celem, nie jeździmy dla sportu i rekordów – bardziej wartościowe jest dla nas dokładne zwiedzenie odwiedzanych miejsc niż zawody, kto szybciej zaliczy poszczególne kraje. Dlatego w tym roku tak często wracaliśmy choćby do Włoch (weekend w Rzymie, Sardynia), Grecji (weekend w Atenach, masyw Olimpu, Termopile, Delfy i Wergina) czy na nasze chyba jednak ukochane Bałkany. I nadal się tego będziemy trzymać. Howgh ! 🙂
